poniedziałek, 30 lipca 2012

Rozdział 1. "Pamiętaj, to był twój wybór!"



Dostawałam skurczów żołądka na samą myśl o tym, co za chwilę miało następić. Co musiało nastąpić i to w dodatku na moje własne życzenie. Trzeba było rozegrać to jakoś inaczej, jakoś ich przygotować... Ale oczywiście takiego olśnienia doznałam dopiero po czasie. Teraz nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, trzeba zmierzyć się z konsekwencjami swoich czynów. Choć tak bardzo chciałam tego uniknąć, nie było sensu zwlekać. I tak czekałam zbyt długo. Czas działa tylko na moją niekorzyść. Zrobię to dziś. Teraz. Po prostu im powiem. W sumie, co takiego może się stać?

Nacisnęłam klamkę. Drzwi uchyliły się z lekkim skrzypnięciem.
- Wróciłam! - zawołałam, lecz odpowiedziała mi tylko głucha cisza. Ok, może z tym "zawołałam" trochę przesadziłam. Bardziej "wydusiłam" - nic dziwnego, że nikt nie usłyszał.
Drogę dzielącą mnie od salonu pokonałam w żółwi tempie albo i jeszcze wolniej. Dyskretnie zajrzałam do pokoju. Idealna sytuacja. Oboje rodzice siedzieli w środku i nie wydawali się szczególnie zajęci - mama na kanapie, przerzucając kanały w telewizji; tata w swoim ulubionym skórzanym fotelu, czytając gazetę.
"Ok, miejmy to już z głowy!"
- Cześć! Jestem! - tym razem moje powitanie zostało zauważone.
- Hej, słonko! - mama jak zwykle odezwała się pierwsza - Jak ci minął dzień?
- Nie najgorzej. Eee... Wysłałam papiery do szkoły. - rzuciłam od niechcenia, jakby chodziło o kupowanie mleka, a nie o rzecz, która prawdopodobnie zdecyduje o mojej przyszłości.
- To świetnie, Liv! Dobrze, że nie miałaś takich kłopotów z wyborem uczelni jak ja, kiedy byłam młoda.
- Zobaczysz - tata zaczął odkładać gazetę, co świadczyło o najwyższym stadium jego zainteresowania - spodoba ci się w Belfaście. The Queen's University to najlepsza akademia medyczna w Irlandii jaką znam. Będziesz miała całkiem blisko do doku i...
"Teraz albo nigdy!"
- Tylko, że ja nie jadę do Belfastu. Nie będę studiowała medycyny na Queen's... - miałam wrażenie, jakbym na wypowiedzenie tych dwóch zdań zużyła całą skumulowaną w sobie odwagę. I choć jeszcze sekundę wcześniej chciałam wyrzucić z siebie wszystko jak najprędzej, teraz po prostu zamilkłam.
Twarz taty przybrała podejrzliwy wyraz.
- Jak to? Przecież powiedziałaś, że wysłałaś dokumenty.
- Bo wysłałam. Tylko że... do Trinity Collage.
- Trinity? Pierwsze słyszę. A znam chyba wszystkie uczelnie medyczne w Irlandii.
- Bo widzisz, tato... Yyy... Jakby ci to... - zaczynałam się plątać, czułam jak serce wali mi w piersi. Wzięłam głęboki oddech - Trinity to nie jest uczelnia medyczna... Tylko taneczna... W Londynie.
Tata wyglądał, jakbym mu właśnie oznajmiła, że obrabowałam bank. Mama ukryła twarz w dłoniach. Nie byłam pewna, czy tak załamała ją moja wiadomość, czy tak obawiała się reakcji ojca. Obstawiałabym jednak to drugie.
- Akademia taneczna?! Chyba żartujesz. Nie zrobiłaś tego! - wycedził ojciec przez zaciśnięte zęby.
- Tato... - czułam, jak łzy napływają mi do oczu.
- Nie wierzę, że byłaś tak nieodpowiedzialna! Jak mogłaś podjąć tak beznadziejnie głupią, nieprzemyślaną decyzję!!!
- Wszystko ci wytłumaczę...
- Co mi wytłumaczysz, dziecko?! Co mi wytłumaczysz?! To, że chcesz sobie zmarnować życie przez jakieś dyrdymały?!
W tej chwili coś we mnie pękło. Nie mogłam dłużej tego słuchać. Chęć przepraszania całego świata za to, że istnieję, nagle się ulotniła. Zniknęło poczucie winy, którego miejsce zajęła dziwna siła i przekonanie, że muszę stanąć w obronie tego,  co kocham.
- Wiesz co? Masz rację! Nie mam ci się z czego tłumaczyć! To moje życie i tylko ja mam prawo o nim decydować! I mylisz się, twierdząc, że moja decyzja była pochopna! Myślałam nad tym całe tygodnie! To był jeden z najtrudniejszych wyborów w moim życiu, ale teraz wiem, że dokonałam tego właściwego!
- Kręceniem tyłkiem nie zarobisz na swoje utrzymanie!
- Poradzę sobie! Wolę zarabiać mniej "kręcąc tyłkiem" niż wciskać babkom silikon w cycki i spać na forsie!
- Posuwasz się za daleko! To właśnie dzięki naszej klinice zawsze miałaś wszystko, co chciałaś! Ubrania, płyty, kosmetyki! Spełnialiśmy wszystkie twoje durne zachcianki, a ty nie okażesz nawet za grosz wdzięczności! - z każdym wypowiedzianym zdaniem ojciec krzyczał co raz głośniej.
- A nie przyszło ci nigdy do głowy, że może dla mnie w życiu liczy się coś więcej niż pieniądze?!
Wewnętrznie przygotowywałam się na kolejną ripostę, jednak ona nie nadeszła. Moje słowa zawisły nad nami, jak ciężka, gradowa chmura. Milczeliśmy przez chwilę, po czym ojciec odezwał się tym zimnym, znienawidzonym przeze mnie tonem, którego używał zawsze, gdy wymierzał mi za coś karę.
- To świetnie, że pieniądze nie są twoim priorytetem. Bo będziesz musiała poradzić sobie bez nich. Albo po wakacjach jedziesz do Belfastu albo nie licz na żadną pomoc z naszej strony. Żadną!
- Robert, nie możemy tak! To nasza córka- mama po raz pierwszy starała się zaprotestować, lecz ojciec po prostu ją zignorował.
- Nie zamierzam patrzeć, jak marnujesz sobie życie. A już na pewno nie za moje pieniądze!
Groźba ojca wywołała na mnie skutek chyba odwrotny od zamierzonego. Nie przestraszyła mnie, nie zrodziła wątpliwości, tylko jeszcze bardziej podsyciła moją wściekłość.
- Ok, jak chcesz! Ale pamiętaj, że to był twój wybór! - krzyknęłam i wybiegłam trzaskając drzwiami.

Ze łzami w oczach zamknęłam się na klucz w swoim pokoju. Lecz były to łzy złości i determinacji. Właściwie, jakby się nad tym głębiej zastanowić, ludzie raczej nie płaczą z powodu determinacji, ale ja jak widać nie jestem do końca normalna. Z dna szafy wygrzebałam prawie nieużywaną walizkę i chaotycznie zaczęłam wrzucać do niej ubrania, a kiedy większość półek i wieszaków świeciła już pustkami, wzięłam się za upychanie do torby wszystkiego, co mi wpadło w ręce.
Nie mam pojęcia skąd, ale wiedziałam dokładnie, co teraz muszę zrobić. Ledwie ten plan zrodził się w mojej głowie, już w pełni go zaakceptowałam. Choć gdyby tym razem ktoś zarzucił mi, że moja decyzja jest nierozsądna i nieprzemyślana, nie mogłabym się z nim nie zgodzić. Jednak, paradoksalnie, żadnej wcześniej podjętej decyzji nie byłam chyba tak pewna, jak teraz.
Wypchaną do granic możliwości walizkę wsunęłam pod łóżko, a sama rzuciłam się na miękki materac i po prostu czekałam, od czasu do czasu spoglądając na zegarek. Parokrotnie do drzwi zapukała mama - a to z kubkiem herbaty, a to namawiając, żebym coś zjadła - zbywałam ją jednak jak najszybciej, choć starałam się być przy tym bardzo delikatna. Ojciec przez resztę dnia nie zaszczycił mnie swoją obecnością - może to i lepiej.

Popołudnie ciągnęło się w nieskończoność, ale wreszcie powoli zaczynało zmierzchać. Niedługo potem niebo przybrało barwę atramentu i pojawiły się na nim pierwsze gwiazdy oraz cieniutki, ledwo widoczny księżyc. Rodzice zmęczeni dzisiejszą awanturą położyli się spać wcześniej niż zwykle. Pewnie mieli nadzieję, że rano - tak jak zazwyczaj po sprzeczkach - znów będziemy udawali, że nic między nami nie zaszło. Nie przewidzieli tylko, że rano już mnie tu nie zastaną.
Odczekałam jeszcze kwadrans. Upewniwszy się, że rodzice zasnęli, zadzwoniłam po taksówkę. Dla pewności podałam adres przecznicę dalej, by podjeżdżający pod dom samochód nie obudził przypadkiem mamy albo taty. Telefonistka oznajmiła, że taksówka przyjedzie za 25 minut.
Czyli zostało mi niecałe pół godziny.
Starałam się za wszelką cenę zachować spokój, co stawało się co raz trudniejsze. Wątpliwości nachodziły mnie zawsze w najmniej odpowiednim momencie, ale nie miałam w zwyczaju zmieniać decyzji. W tej chwili byłam wdzięczna losowi za swój upór.
Z drugiej strony chciałam mu przyłożyć za moją cholerną wrażliwość. Ściskało mi serce na myśl o tym, że bez słowa zostawiam rodziców (zwłaszcza mamę). Choć miałam tego nie robić, na palcach zakradłam się do ich sypialni. Uchyliłam drzwi. Spali, nie podejrzewając zupełnie, jakie głupoty wyczynia ich córka. Stojąc w progu, przesłałam im całusa i bezgłośnie wyszeptałam "przepraszam" - takie pożegnanie musiało wystarczyć.

Właściwie byłam gotowa do wyjścia. Z portfela taty wyciągnęłam jeszcze plik banknotów. Czułam się okropnie, ale wiedziałam, że bez nich nie dam rady. To tylko na początek - usprawiedliwiałam się. Później znajdę pracę, zarobię na siebie sama, ale za coś muszę przecież kupić bilet, jedzenie...

To wszystko było trudniejsze niż myślałam. Nie wiem, co bardziej ciążyło mi, gdy kroczyłam ciemną, opustoszałą ulicą: ważąca chyba sto kilo walizka czy poczucie winy. Genialny plan wydawał się co raz mniej genialny. Mimo to rezygnacja z niego nie przeszła mi nawet przez myśl.
Kiedy dotarłam pod umówiony adres, taksówkarz już czekał. Przywitał mnie zdziwionym spojrzeniem, lecz nie zadając pytań, pomógł mi załadować walizkę do bagażnika. Nie miałam ochoty na rozmowy. Wsiadając do auta, rzuciłam tylko: "Na lotnisko, proszę.", co mężczyzna zaaprobował skinieniem głowy. Jego małomówność była mi bardzo na rękę.



No to mamy pierwszy rozdział. Mam nadzieję, że się spodoba i że moje wypociny zasłużą sobie na szczery komentarz z waszej strony :) Za krytykę też będę wdzięczna, byle konstruktywną! ;* Miłego czytania!

Bohaterowie

Olivia Blair ( Liv )


"Spełniaj marzenia - to jedyny sposób, by być szczęśliwym w tym ponurym, niezrozumiałym świecie."





Harry Styles

"Miłości nie można zdefiniować. Ją trzeba poczuć."




Zayn Malik


"Doceniaj to, co masz, zanim los zmusi cię, byś docenił to, co miałeś."




Niall Horan

"Pieniądza szczęścia nie dają. Ale można za nie kupić naleśniki z czekoladą, a wtedy do szczęścia jest już bardzo blisko."




Liam Payne

"Bądź sobą. Wszyscy inni są już zajęci."





Louis Tomlinson

"Ciesz się życiem. Żyj chwilą, bo wszystko inne jest niepewne."